Listy miłosne
Wspomnijmy dawne czasy, te, których nie pamiętam ja, których nie pamiętasz Ty. Kiedy to zakochanych łączyły jedynie listy miłosne, pełne ekspresji i pasji. Nikt dziś nie potrafi tak definiować miłości jak kiedyś robiono wysyłając miłosne listy.
Franza Kafki do ukochanej Felicji;
Madame!
Spodziewam się, że Wasza Cesarska Mość otrzyma ten list
w Bruneau, a nawet dalej. Liczę chwile, dni wydają mi się
długie, tak będzie aż do dnia, kiedy będę miał szczęście
przyjąć Panią. Mój naród podziela moją niecierpliwość.
Powiedziałem, że będzie Pani czułą matką dla Francuzów.
Znajdzie w nich Pani kochające dzieci. Mam nadzieję,
że była Pani mocno przekonana o szczerości mych uczuć,
co do tego nie może Pani mieć nic do życzenia, ale pilno mi
bardzo dowiedzieć się, że Pani je podziela. Proszę wierzyć,
że nie ma nikogo na świecie, kto by był tak do Pani
przywiązany i tak chciał Panią kochać jak ja.
List 2
Madame!
Akurat wysłałem list, napisany wczoraj, gdy otrzymałem
pismo Waszej Cesarskiej Mości ze Stuttgartu. Mówi mi Pani
rzeczy tak mile i daje zapewnienia tak wzruszające, że serce
moje jest tem żywo przejęte. (...)Co za szczęście będzie
dla mnie ujrzeć Panią i wyrazić wszystkie moje uczucia!
(...)Czemuż nie jestem na miejscu pazia, składającego
przysięgę hołdowniczą, nie klęczę na jednem kolanie,
z dłońmi w Pani dłoniach; w każdym razie niech Pani
przyjmie przysięgę w myśli. W myśli również okrywam
pocałunkami Pani piękne ręce...
Do widzenia, Pani mówi o mnie, myśli o mnie. Jestem tem
oczarowany. Zresztą, to jest tylko odwzajemnianie się,
gdyż ja myślę bardzo często o Tobie, Ludwiko.
Najdroższa, Najdroższa! Jeśli tyle jest dobroci na świecie,
to nie trzeba się bać, nie trzeba być niespokojnym. Twój list
nadszedł - siedziałem u swego szefa i omawialiśmy
ubezpieczenia w kopalniach skaleni - wtedy chwyciłem
ten list znowu z tym samym co przedtem drżeniem rąk
i patrzyłem na szefa jak na jakąś zjawę. Ale zaledwie
przeczytałem go dwa lub trzy razy, byłem już tak spokojny,
jak sobie tego od dawna życzyłem i o co się trzy dni temu
modliłem w nocy. Twoja koperta - (to jest nieprawidłowo,
powinno być napisane: koperta, ale "Ty" i "Twój" chcą być
wciąż na widoku) - koperta ze swoimi słowami
uspokajającymi nie mogła tego sprawić, odczytałem je bowiem
dopiero później, a to, co było w liście, powinno było
wszakże mną wstrząsnąć, bo im więcej się otrzymuje,
tym bardziej trzeba się bać na tej nieustannie obracającej się
ziemi - a więc tylko owo "Ty" mogło być tym, co mnie
uwięziło, owo "Ty", za które dziękuję Ci na klęczkach,
bo na mnie je wymusił niepokój o Ciebie, a teraz Ty mi je
spokojnie oddajesz.
List 3
Moja Ty najukochańsza! Czy mogę być teraz Ciebie pewny?
Słowo "Pani" ślizga się jak na łyżwach, w przerwie między
dwoma listami może zniknąć, trzeba je ścigać listami
i myślami rano, wieczorem, w nocy, natomiast słowo "Ty"
wszakże trwa, jest tutaj, tak jak Twój list, który się nie rusza
i pozwala, bym go całował, raz i drugi, i jeszcze. Cóż to za
słowo! Nic innego nie mogłoby spajać dwojga ludzi tak bez
żadnej szczeliny, zwłaszcza gdy nie mają oni nic, prócz słów,
tak jak my dwoje.
Byłem dziś człowiekiem najspokojniejszym w całym biurze,
tak spokojnym, jak tylko może od siebie wymagać ktoś
najbardziej surowy po takim tygodniu jak ten ostatni. Jeszcze
Ci o nim opowiem. I wyobraź sobie, dobrze nawet wyglądam,
w biurze jest zawsze kilka osób, dla których codzienne
badanie mojego wyglądu stało się zawodem. One więc
to powiedziały. Nie spieszyłem się, żeby Ci odpisać (zresztą
dziś było to zupełnie niemożliwe), ale nie było we mnie ani
jednego drgnienia które by bez przerwy nie odpowiadało Ci
i nie dziękowało.
Najdroższa, Najdroższa! To słowo najchętniej bym
wypisywał raz za razem przez całe stronice, gdybym się nie
bał, że nie dałoby się ukryć to, co czytasz, jeśliby ktoś
wszedł do Twego pokoju w momencie, gdy byłabyś zajęta
studiowaniem stronic jednostajnie zapisanych. Wczoraj
napisałem do Ciebie tylko kilka linijek, otrzymasz je dopiero
w niedzielę. Byłoby uciążliwe, gdybym chciał je teraz
wycofać, ale nie jest to też potrzebne; wspominam o tym
tylko dlatego, żebyś się niepotrzebnie nie zdziwiła - wprawiać
Cię w zdziwienie, tego rzeczywiście dotychczas
nie zaniedbywałem - jest to kilka linijek bez dary,
nagłówka i podpisu, a chciały one w tej żałosnej niepewności
próbować Ciebie odzyskać. Spójrz na nie życzliwie!
List 4
Ty, owo "Ty" nie jest jednak taką pomocą, jak myślałem.
I dzisiaj, a więc już następnego dnia, zawodzi. Powinienem
wszakże móc być spokojnym i cóż mogłoby być bardziej
wytłumaczalne jak to, że dzisiaj nie będę miał listu. Ale cóż
ja robię? Biegam po korytarzach, każdemu woźnemu patrzę
na ręce, wydaję niepotrzebne polecenia tylko po to, żeby móc
kogoś posłać specjalnie na dół do poczty (bo ja jestem
na czwartym piętrze, nadchodząca poczta jest rozdzielana
na dole, nasi listonosze są niepunktualni, poza tym mamy
wybory zarządu, korespondencja nadchodząca jest olbrzymia
i zanim w stercie głupstw odnajdzie się list od Ciebie,
ja na górze mogę umrzeć z niecierpliwości), w końcu
nie dowierzając całemu światu, sam zbiegam na dół
i oczywiście nic nie znajduję, bo gdyby coś nadeszło,
zostałoby mi doręczone tak szybko, jak tylko jest to możliwe,
ponieważ trzy osoby zobowiązały się wobec mnie,
że Twoje listy będą mi przynosić na górę przed wszelką inną pocztą...
List 5
Źle mnie zrozumiałaś, jeśli sądzisz, że od małżeństwa
powstrzymuje mnie myśl o tym, iż ja, otrzymując Ciebie,
mniej bym zyskał, niż musiałbym stracić, wyrzekając się
życia samotnego. Wiem, że tak myślisz, także w rozmowie
tak to sformułowałaś, ja zaś od razu zaprzeczyłem, ale, jak
widzę, nie dość radykalnie. Nie o to mi szło, że musiałbym
się czegoś wyrzec, bo ja także po ślubie pozostałbym tym,
kim jestem, i to jest właśnie to złe, co Cię czeka, gdybyś się
zdecydowała. Tym, co mnie powstrzymywało, było wydumane
uczucie, że całkowita samotność jest moją wyższą
powinnością, wcale nie zyskiem, wcale nie przyjemnością
(w każdym razie nie w takim znaczeniu, jak Ty to
rozumiesz), lecz moim obowiązkiem i moją męką. Teraz już
ani trochę w to nie wierzę, to była sztuczna konstrukcja, nic
więcej (może uświadomienie sobie tego będzie i nadal
pomagać), i została ona obalona po prostu przez to, że ja bez
Ciebie nie mogę żyć. Właśnie taką, jaką jesteś, z tym
okropnym ustępem w Twoim liście, taką chcę Ciebie mieć.
I znowu nie jako pociechę i nie dla mojej przyjemności,
lecz żebyś jako człowiek samodzielny żyła tutaj ze mną.
Napoleona do Marii-Luizy;
Madame!
Spodziewam się, że Wasza Cesarska Mość otrzyma ten list
w Bruneau, a nawet dalej. Liczę chwile, dni wydają mi się
długie, tak będzie aż do dnia, kiedy będę miał szczęście
przyjąć Panią. Mój naród podziela moją niecierpliwość.
Powiedziałem, że będzie Pani czułą matką dla Francuzów.
Znajdzie w nich Pani kochające dzieci. Mam nadzieję,
że była Pani mocno przekonana o szczerości mych uczuć,
co do tego nie może Pani mieć nic do życzenia, ale pilno mi
bardzo dowiedzieć się, że Pani je podziela. Proszę wierzyć,
że nie ma nikogo na świecie, kto by był tak do Pani
przywiązany i tak chciał Panią kochać jak ja.
List 2
Madame!
Akurat wysłałem list, napisany wczoraj, gdy otrzymałem
pismo Waszej Cesarskiej Mości ze Stuttgartu. Mówi mi Pani
rzeczy tak mile i daje zapewnienia tak wzruszające, że serce
moje jest tem żywo przejęte. (...)Co za szczęście będzie
dla mnie ujrzeć Panią i wyrazić wszystkie moje uczucia!
(...)Czemuż nie jestem na miejscu pazia, składającego
przysięgę hołdowniczą, nie klęczę na jednem kolanie,
z dłońmi w Pani dłoniach; w każdym razie niech Pani
przyjmie przysięgę w myśli. W myśli również okrywam
pocałunkami Pani piękne ręce...
Do widzenia, Pani mówi o mnie, myśli o mnie. Jestem tem
oczarowany. Zresztą, to jest tylko odwzajemnianie się,
gdyż ja myślę bardzo często o Tobie, Ludwiko.
Jana III Sobieskiego do Marysieńki;
Najśliczniejsza i najukochańsza serca i duszy pociecho!
(...)Inszych jeszcze rzeczy, które dodają kłopotu, wypisać
niepodobna, chyba, da Bóg, ustnie powiem i dowody
pokażę; ale, by też i tego wszystkiego nie było, same
niewidzenie serca mego jako mię trapić musi, wyrazić
niepodobna. Nigdy żaden na świecie takiej jaką nie miał
krzywdy: mieć w posesji to, co jest najpiękniejszego
we wszystkim świecie, a nie zażywać tego dla czyich
interesów- rozumiem, iż większa pod słońcem
nie może być tyrania.
(...)Responsu na dwa listy moje nie mam jeszcze od Wci
serca mego, w których prosiłem i teraz proszę, abyś mi
oznajmiła o muszce, jeśli jej nie tęskno i jeśli nie przypada
też kiedy apetyt, to uczyń tę rzecz; bom ja już ledwo żyw
bez tego, moja duszo, ani spać, ani jeść, ani pić, ani chodzić,
ani siedzieć niepodobna, żeby to milion razy na myśl przyjść
nie miało, ale do ślicznej tylko muszeczki, którą całuję milion
milionów razy i wszystkie śliczności dobrodziejki mojej,
od nóżeczki aż do najśliczniejszej gębusieńki. Przyjedź, moja
duszo, moje jedyne serce, skoro dam znać, a jeśli żyw będę,
bo już dłużej bez ciebie żyć niepodobna. Proszę, wierz tak
temu, moja najśliczniejsza królewno, jak temu, żem był, jest
i będę, póko żyw, najwierniejszym twoim sługą..
Z serca i duszy najukochańsza Marysieńku!
Odebrałem ośmnaste pisanie od Wci duszy mojej tu pod
Wieluniem, szóstego augusti pisane, ale pełne hałasów na mnie
o nieczęste pisanie. Przyznawani, moja dobrodziejko, moja
śliczna Mamusieńku, i dawam się winien, żem przez te czasy
kilku omieszkał okazyj; ale, moja śliczna panno, gdybyś sama
widziała, co się ze mną dzieje, nie mogłabyś mi żadną za złe
mieć miarą. To prawda, że noc wolna i jest czas pisać;
ale, moje serce, kiedy kto cały dzień i myślą, i fatygą głowę
i ciało spracuje, to się ten czas jakiemużkolwiek musi darować
odpoczynku, ile gdy to z różnych okazji i dziesięć razy
obudzić się przyjdzie. Wć moja duszo, widzę, że bardzo
tęsknisz beze mnie...
Tadeusza Kościuszki do Tekli Żurowskiej;
(...)Co do mnie, wszystek drżę, ale nie od zimna,
lecz z wewnętrznej niespokojności. Cały mój umysł
pomieszany, gorycz w mem sercu, i czuję gorączkę szarpiącą
me wnętrzności. Idź spać i zaśnij w myślach tobie miłych,
zdrowszą widząc matkę, przytul głowę do spokojności
poduszek, okryj się pełnem duszy ukontentowaniem,
a otwórz swe piersi z sercem do ucałowania przeze mnie.
Nadstaw i ust, choć delikatne, nie obrażę mem pocałowaniem
z przywiązania. Oddaję cię tej Opatrzności,
która nam wszystkim jest dobroczynną. Jeszcze raz
niech cię pocałuję. Odchodzę, bo w myśli zawsze
przytomnym jestem obok ciebie. Jeszcze raz bywaj zdrowa.
List Owidiusza do żony;
Woda mi nie smakuje, i klimat jest niezdrowy,
I sama ziemia tu strach jakiś dziwny szerzy.
Dom niewygodny, mały. Żadnych leków nie znają,
Apolla sztuką nikt cierpienia tu nie leczy,
Ni przyjaciela nie ma, który by uspokajał,
Rozmową skracał czas, gdy nieznośnie się wlecze.
Wśród ludów obcych leżę, skronie gorączką płoną
I choremu na myśl przychodzi, co dalekie.
A gdy wszystko wspominam, Ty tylko jesteś, żono,
Dla mnie tak bliska wciąż, choć, zda się, przeszły wieki.
Ciągle z Tobą rozmawiam, Ciebie wzywam jedynie,
Nie mija żadna noc bez Ciebie, ni dzień żaden,
Mówią, że i w malignie, choć w gorączce myśl ginie,
Imieniem drżały Twym zawsze me wargi blade.
Gdy leżałem osłabły, a język zesztywniały
Ledwie by winnych gron ożywić mogły soki,
Wtem ktoś rzekł: "Pani przyszła" -
Zaraz podnieść się chciałem,
Sił przybyło, bom śnił, że to Twoje są kroki.
Tak więc niepewnym życia. A Ty tam w Rzymie może
Już nie pamiętasz mnie, żyjesz sobie radośnie?
Nie, tak nie jest. Kochana, tym się wcale nie trwożę:
Beze mnie każdy dzień dla Ciebie bólem rośnie...
Barbary Radziwiłłówny do królaZygmunta Augusta;
Najjaśniejszy miłościwy królu, panie a panie mój miłościwy!
Waszej królewskiej mości swemu miłościwemu panu pokornie dziękuję, iżeś mię najmniejszej służebnicy swej wasza królewska mość mój miłościwy pan raczył dać znać przez list swój o zdrowiu waszej królewskiej mości natenczas fortunnem, co ja sługa waszej królewskiej mości rada słyszę i to sobie ważę nad wszystkie pociechy na świecie, i nad własne swe zdrowie onego waszej rólewskiej mości od pana Boga fortunnego żądań. Nie mniejszą radość z tego mam i za to panu Bogu naprzód dziękuję, a wasza królewska mość wiecznemi czasy zasługować będą tę miłościwą łaskę, którąm poznała z listu waszej królewskiej mości, którym mnie to wasza królewska mość oznajmić raczył, iż mnie wieczną niewolnicę swą wasza królewska mość raczysz tam będąc mieć i chować w miłościwej pamięci i łasce swej pańskiej, to ktemu mnie opowiadając, iż żaden z poddanych waszej królewskiej mości, którzy o tem już wiedzą, iż mnie wasza królewska mość raczył wziąć sobie za wieczną sługę, mnie przed waszą królewską mością źle nie wspominają. Tego ja, najjaśniejszy miłościwy królu, nie przypisuję żadnej godności swej, tylko samej łasce a miłosierdziu waszej królewskiej mości swemu miłościwemu panu, bo temu rozumiem i to pisać mogej jeśli wasza królewska mość pan mój ze mną, kto przeciw mnie! A przeto o to pana Boga ustawicznie proszą i prosić nie przestanę, abych ja łaskę waszej królewskiej mości mogła i umiała wiecznie zasługiwać, wedle woli i myśli waszej królewskiej mości swego miłościwego pana, ku sobie i ku wszemu narodowi swemu sługom a wiernym poddanym waszej królewskiej mości pana a dobrodzieja swego miłościwego. Bo gdy ja będę umiała zasługiwać z osoby mojej łaskę waszej królewskiej mości, rozumiem, iż wszystko szczęście, sława, dobre mienie snadnie mnie samo przypadać będzie, której miłościwej łasce i obronie służby swe wiecznie zalecam i poruczam, pokornie prosząc, abych z niej nie była opuszczoną...
Karoliny Joeniach do Adama Mickiewicza;
Żegnam cię, przyjacielu. Dziękuję ci raz jeszcze za całą twoją
przyjaźń, za miłość twoją. Przysięgam ci zasłużyć
na tę miłość, być zupełnie taką, jak sobie tego życzysz.
Nie przypuszczaj nigdy, abym mogła złamać tę przysięgę,
to moja jedyna prośba do ciebie. Ostatnie to są zapewne
słowa moje do ciebie. Wierzaj im i kiedy o nich zapomnisz,
odczytaj tę ćwiartkę i pomyśl, że dana ci obietnica jest świętą
i że jej dotrzymam, bo cię kocham.
Przyjacielu mój! Wierzę, że wysłuchasz moją ostatnią prośbę,
a myśląc o mnie, nie będziesz sobie robił żadnych wyrzutów,
nie zechcesz zawieść mojej nadziei. Pewność, że nigdy o mnie
nie zwątpisz, pozwoli mi być spokojną, zadowoloną
i szczęśliwą, wszak nią jestem i teraz, rozstając się z tobą
może na zawsze. Wszystko zupełnie stało się dobrze.
Gdybym ciebie nawet nigdy już nie miała widzieć, jeszcze
życie moje będzie bardzo piękne. Często będę szukała w głębi
serca skarbów mych wspomnień, będę je przeglądała
z weselem, bo każde z nich to brylant czystej wody.
Będę się modlić o twą pomyślność, a gdy cię Bóg powoła
do nieba, podziękuję mu za to i miłość moja dla ciebie stanie
się jeszcze piękniejsza.
Żegnam cię, przyjacielu! Nie mam ci nic więcej
do powiedzenia w chwili naszego rozstania, bo tego,
co bym chciała jeszcze powiedzieć, nie mogę wyrazić i ująć
w słowa; lecz bądź co bądź rozumiesz mię i znasz moją
miłość, chociaż jest niema.
A jednak, na myśl, że może nigdy już słowa do ciebie
nie przemówię, ciężko mi kończyć. Ale tak być musi!
Bądź zdrów mój przyjacielu. Wiem przecie, że mię kochasz.
Żegnam cię.
Juliusza Głowackiego do Joanny Bobrowej;
(...)Oto żegnam Panią! - Nic w mojem sercu nie ma,
co by się mogło przydać Pani, owszem, wszystko może
odwiodłoby Ją od egoizmu, od szczęścia... Jam ciągnął
za Panią dawny jęk przeszłości, ze mną do salonu wchodziła
wieść, wspomnienie, boleść dawna. - A ilem ja osobiście,
jako środkowy kamień, cierpiał, tego trudno zliczyć i tej nuty
może nigdy Pani między różnemi tonami wspomnień
nie znajdziesz. Lepiej więc, że się rozstaniemy, że ja zniknę,
jak gdybym nigdy nie egzystował, nigdy nie żył. Wszystko
zniknie! i wszystko się znajdzie w łonie Bożem, ale biada
ludziom, co nie zrywają prędko ostatnich bolących łańcuchów.
Znikajmy więc, abyśmy się odnaleźli... Na ostatnią pamiątkę
zaimprowizuję Pani, jak gdybym żył jeszcze.
O! gdybym ja wiódł Panią do kaskady!
To tak, jak ludzie przyjaciołom wierni,
Aż tam bym zawiódł, gdzie pył leci blady
Śród leszczyn w Gisbach, a śród laurów w Terni.
Dzikie bym zrywał na murawie kwiaty,
A Pani w skałach siadłabyś myśląca,
Jak Anioł, skrzydłem kaskady skrzydlaty,
Czekając znad skał śpiewu - i miesiąca.
Gdybym ja Panią do kaskady woził,
Może bym wieczną tam zatrzymał siłą -
Śpiewem skamienił i lodem zamroził.
I kazał tęczom świecić nad mogiłą.
Dzisiaj siedzącej przed kaskadą w koczu
Sumienie Pani powie samo głuche...
Że niegdyś łzy się tak sączyły z oczu!
A dzisiaj! oczy patrzą - takie suche.
Czyś tem przeklęta, czy błogosławiona,
Że serce zimne - oczy łez nie leją!
Powie Ci kiedyś mogił druga strona,
Gdzie serca pękną albo się rozgrzeją.
Co do mnie - wiem ja, jak to praca pusta
Serce kobiece na czas przeanielić! -
Dlatego odtąd - wiecznie zamknę usta,
I wolę nie być z Panią - niż zgon dzielić.
Gdybym był duchem Wersalskiej natury,
A taką Ciebie między tłumem zoczył,
Zleciałbym na Cię jak kaskada z góry,
Porwał i rzucił w przepaść - i sam skoczył.
O! dosyć już, trzeba się rozstać - bez groźby ze smutną
cichością odchodzącego człowieka... Żegnaj mi Pani -
do jaśniejszych i wyświetlonych czasów.