No tak było kiedyś.. i jest nadal. No bo co jest bardziej romantyczne od takiego listu? No co? Kolacja przy świecach? No może i tak.. ale to co innego;P Ja, doświadczony Misio mówię Wam - listy miłosne rozbudzą w choć trochę romantycznym partnerze/erce uczucia do Ciebie ;-) Jeśli takowe skrywa ;)
Dawno, dawno temu... i też niedawno ludzie pisali (i nadal piszą;p) listy do ukochanych. Jeśli chciałbyś wiedzieć co wyszło spod ich pióra zapraszam...
Juliusza Głowackiego do Joanny Bobrowej
(...)Oto żegnam Panią! - Nic w mojem sercu nie ma,
co by się mogło przydać Pani, owszem, wszystko może
odwiodłoby Ją od egoizmu, od szczęścia... Jam ciągnął
za Panią dawny jęk przeszłości, ze mną do salonu wchodziła
wieść, wspomnienie, boleść dawna. - A ilem ja osobiście,
jako środkowy kamień, cierpiał, tego trudno zliczyć i tej nuty
może nigdy Pani między różnemi tonami wspomnień
nie znajdziesz. Lepiej więc, że się rozstaniemy, że ja zniknę,
jak gdybym nigdy nie egzystował, nigdy nie żył. Wszystko
zniknie! i wszystko się znajdzie w łonie Bożem, ale biada
ludziom, co nie zrywają prędko ostatnich bolących łańcuchów.
Znikajmy więc, abyśmy się odnaleźli... Na ostatnią pamiątkę
zaimprowizuję Pani, jak gdybym żył jeszcze.
O! gdybym ja wiódł Panią do kaskady!
To tak, jak ludzie przyjaciołom wierni,
Aż tam bym zawiódł, gdzie pył leci blady
Śród leszczyn w Gisbach, a śród laurów w Terni.
Dzikie bym zrywał na murawie kwiaty,
A Pani w skałach siadłabyś myśląca,
Jak Anioł, skrzydłem kaskady skrzydlaty,
Czekając znad skał śpiewu - i miesiąca.
Gdybym ja Panią do kaskady woził,
Może bym wieczną tam zatrzymał siłą -
Śpiewem skamienił i lodem zamroził.
I kazał tęczom świecić nad mogiłą.
Dzisiaj siedzącej przed kaskadą w koczu
Sumienie Pani powie samo głuche...
Że niegdyś łzy się tak sączyły z oczu!
A dzisiaj! oczy patrzą - takie suche.
Czyś tem przeklęta, czy błogosławiona,
Że serce zimne - oczy łez nie leją!
Powie Ci kiedyś mogił druga strona,
Gdzie serca pękną albo się rozgrzeją.
Co do mnie - wiem ja, jak to praca pusta
Serce kobiece na czas przeanielić! -
Dlatego odtąd - wiecznie zamknę usta,
I wolę nie być z Panią - niż zgon dzielić.
Gdybym był duchem Wersalskiej natury,
A taką Ciebie między tłumem zoczył,
Zleciałbym na Cię jak kaskada z góry,
Porwał i rzucił w przepaść - i sam skoczył.
O! dosyć już, trzeba się rozstać - bez groźby ze smutną
cichością odchodzącego człowieka... Żegnaj mi Pani -
do jaśniejszych i wyświetlonych czasów.
Karoliny Joeniach do Adama Mickiewicza
Żegnam cię, przyjacielu. Dziękuję ci raz jeszcze za całą twoją
przyjaźń, za miłość twoją. Przysięgam ci zasłużyć
na tę miłość, być zupełnie taką, jak sobie tego życzysz.
Nie przypuszczaj nigdy, abym mogła złamać tę przysięgę,
to moja jedyna prośba do ciebie. Ostatnie to są zapewne
słowa moje do ciebie. Wierzaj im i kiedy o nich zapomnisz,
odczytaj tę ćwiartkę i pomyśl, że dana ci obietnica jest świętą
i że jej dotrzymam, bo cię kocham.
Przyjacielu mój! Wierzę, że wysłuchasz moją ostatnią prośbę,
a myśląc o mnie, nie będziesz sobie robił żadnych wyrzutów,
nie zechcesz zawieść mojej nadziei. Pewność, że nigdy o mnie
nie zwątpisz, pozwoli mi być spokojną, zadowoloną
i szczęśliwą, wszak nią jestem i teraz, rozstając się z tobą
może na zawsze. Wszystko zupełnie stało się dobrze.
Gdybym ciebie nawet nigdy już nie miała widzieć, jeszcze
życie moje będzie bardzo piękne. Często będę szukała w głębi
serca skarbów mych wspomnień, będę je przeglądała
z weselem, bo każde z nich to brylant czystej wody.
Będę się modlić o twą pomyślność, a gdy cię Bóg powoła
do nieba, podziękuję mu za to i miłość moja dla ciebie stanie
się jeszcze piękniejsza.
Żegnam cię, przyjacielu! Nie mam ci nic więcej
do powiedzenia w chwili naszego rozstania, bo tego,
co bym chciała jeszcze powiedzieć, nie mogę wyrazić i ująć
w słowa; lecz bądź co bądź rozumiesz mię i znasz moją
miłość, chociaż jest niema.
A jednak, na myśl, że może nigdy już słowa do ciebie
nie przemówię, ciężko mi kończyć. Ale tak być musi!
Bądź zdrów mój przyjacielu. Wiem przecie, że mię kochasz.
Żegnam cię.
Barbary Radziwiłłówny do królaZygmunta Augusta
Najjaśniejszy miłościwy królu, panie a panie mój miłościwy!
Waszej królewskiej mości swemu miłościwemu panu pokornie dziękuję, iżeś mię najmniejszej służebnicy swej wasza królewska mość mój miłościwy pan raczył dać znać przez list swój o zdrowiu waszej królewskiej mości natenczas fortunnem, co ja sługa waszej królewskiej mości rada słyszę i to sobie ważę nad wszystkie pociechy na świecie, i nad własne swe zdrowie onego waszej rólewskiej mości od pana Boga fortunnego żądań. Nie mniejszą radość z tego mam i za to panu Bogu naprzód dziękuję, a wasza królewska mość wiecznemi czasy zasługować będą tę miłościwą łaskę, którąm poznała z listu waszej królewskiej mości, którym mnie to wasza królewska mość oznajmić raczył, iż mnie wieczną niewolnicę swą wasza królewska mość raczysz tam będąc mieć i chować w miłościwej pamięci i łasce swej pańskiej, to ktemu mnie opowiadając, iż żaden z poddanych waszej królewskiej mości, którzy o tem już wiedzą, iż mnie wasza królewska mość raczył wziąć sobie za wieczną sługę, mnie przed waszą królewską mością źle nie wspominają. Tego ja, najjaśniejszy miłościwy królu, nie przypisuję żadnej godności swej, tylko samej łasce a miłosierdziu waszej królewskiej mości swemu miłościwemu panu, bo temu rozumiem i to pisać mogej jeśli wasza królewska mość pan mój ze mną, kto przeciw mnie! A przeto o to pana Boga ustawicznie proszą i prosić nie przestanę, abych ja łaskę waszej królewskiej mości mogła i umiała wiecznie zasługiwać, wedle woli i myśli waszej królewskiej mości swego miłościwego pana, ku sobie i ku wszemu narodowi swemu sługom a wiernym poddanym waszej królewskiej mości pana a dobrodzieja swego
miłościwego. Bo gdy ja będę umiała zasługiwać z osoby mojej łaskę waszej królewskiej mości, rozumiem, iż wszystko szczęście, sława, dobre mienie snadnie mnie samo przypadać będzie, której miłościwej łasce i obronie służby swe wiecznie zalecam i poruczam, pokornie prosząc, abych z niej nie była opuszczoną...
List Owidiusza do żony
Woda mi nie smakuje, i klimat jest niezdrowy,
I sama ziemia tu strach jakiś dziwny szerzy.
Dom niewygodny, mały. Żadnych leków nie znają,
Apolla sztuką nikt cierpienia tu nie leczy,
Ni przyjaciela nie ma, który by uspokajał,
Rozmową skracał czas, gdy nieznośnie się wlecze.
Wśród ludów obcych leżę, skronie gorączką płoną
I choremu na myśl przychodzi, co dalekie.
A gdy wszystko wspominam, Ty tylko jesteś, żono,
Dla mnie tak bliska wciąż, choć, zda się, przeszły wieki.
Ciągle z Tobą rozmawiam, Ciebie wzywam jedynie,
Nie mija żadna noc bez Ciebie, ni dzień żaden,
Mówią, że i w malignie, choć w gorączce myśl ginie,
Imieniem drżały Twym zawsze me wargi blade.
Gdy leżałem osłabły, a język zesztywniały
Ledwie by winnych gron ożywić mogły soki,
Wtem ktoś rzekł: "Pani przyszła" -
Zaraz podnieść się chciałem,
Sił przybyło, bom śnił, że to Twoje są kroki.
Tak więc niepewnym życia. A Ty tam w Rzymie może
Już nie pamiętasz mnie, żyjesz sobie radośnie?
Nie, tak nie jest. Kochana, tym się wcale nie trwożę:
Beze mnie każdy dzień dla Ciebie bólem rośnie...